Jeszcze miesiąc temu pisałam tak:
„Oj Rafał Rafał jak tu rozmawiać o tym co myślę gdy tu tyle obaw. Sam mówisz o sobie że jesteś dużym chłopcem i często się zastanawiam czy nie jestem Twoją zachcianką, znudzisz się za miesiąc dwa czy rok i zostawisz w cholerę. Boję się, że poczuję, a może już czuję coś więcej do Ciebie niż tylko sympatia, może zauroczenie czy coś i wszystko się za chwile skończy, a nie chcę po raz kolejny cierpieć. Jesteś w związku – nie pytam Cie o nic mimo że jestem ciekawa jak Ci z nią jest i takie tam rzeczy, ale nie chce wiedzieć aby się nie zadręczać tym.
Wiem, że jeśli poczuję coś więcej i zdecydowałabym się powiedziałabym Ci o tym za jakiś czas to pewnie zacznie mi to przeszkadzać, chciałabym abyś był tylko mój a wiem, że nigdy nie będziesz w 100% mój. Pragnę Ciebie dla siebie ale nigdy nie chciałam i nie chce rozbijać żadnej rodziny i przez to zastanawiam się, czy kontynuować naszą znajomość wiedząc że za chwilę mogę Cie przeklinać.
Nie chcesz rozmawiać o przyszłości chcesz żyć tym co jest teraz, ja też ale cholernie się boje przyszłości. Nie lubię rozmawiać o swoich uczuciach i zawsze staram się je ukrywać i nie przyznawać do nich aby nie pokazywać i nie dawać satysfakcji drugiej osobie ze skrzywdzenia mnie.”
A dziś? Dziś mija 100 dni jak się poznaliśmy i co?
Kocham Cię ale jak długo jeszcze wytrzymam w takim układzie niewiem. Świadomość tego, że codziennie spędzasz z nią czas, że każdej nocy z nią zasypiasz, że ją przytulasz, całujesz i piepszysz normalnie szlak mnie trafia. Nie mów że tak nie jest bo jest. Mówisz, że wypaliło Ci się z nią, a wcale na to nie wygląda i wciąż ją zapewniasz o tym że ją kochasz, zresztą sam dobrze wiesz co jej mówisz. Nie pytam czy i kiedy się z nią kochałeś bo już dawno bym pierdolca dostała. Niewiem jaka jest prawda bo sam dobrze wiesz, ze jesteś kłamcą doskonałym. Zastanawiam się ile razy pisząc mi że zasnąłeś na kanapie ile razy kłamałeś bo piepszyłeś się z nią.
Czy ktoś myślący logicznie, kochający Ciebie q… ile można znosić coś takiego??? Niewiem ja nie potrafię, nie wyobrażam sobie tego że można kochać 2 osoby, 2 kobiety jednocześnie. Każdy, kto zna moją, naszą sytuacje mówi mi, że to nie ma sensu i ja dobrze o tym wiem. Kontynuować znajomość, romans z kimś kto już jest w związku nie ma sensu. Wiem, że powinnam to skończyć ale nie potrafię. Piszesz K… Cię ale ile w tym prawdy? Nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy to ja jestem w związku z kimś kogo nie kocham a zakochuje się w kimś innym i wciąż tkwię w tym czymś. Może powiesz, że łatwo mówić gdy się nie jest w takiej sytuacji ale już raz a może i dwa podjęłam taką decyzje bo mimo wszystko uważam że lepiej powiedzieć prawdę niż męczyć się uszczęśliwiając na siłę drugą osobę.
Nie szukałam miłości, sam się wcisnąłeś w moje życie a ja głupia byłam, że Ci pozwoliłam i się zakochałam. Nie jest łatwo wszystkie weekendy spędzać samotnie, weekendy weekendami ale święta czy urodziny, imieniny spędzać samemu? Niby jesteś dzień czy dwa wcześniej ale to nie to samo bo jednak w ten dzień jestem sama i cały dzień spędzam zdołowana rozmyślając a niby to powinny być radosne dni a stają się tymi złymi o których nie chce się myśleć. I do tego durne pytania innych „gdzie On jest?”, jesteście razem, kochacie się a spędzacie ten czas osobno. Nawet niewiesz jakie to dobijające, jakbym nie wiedziała i nie pragnęła aby było inaczej. A dopiero zaczyna się mój koszmar – długie weekendy, wakacje, wyjazdy itd.
I kolejny przykład gdy po każdej rozmowie z nią wracasz do samochodu zły i od razu mówisz że musimy szybko jechać. Nawet nie wiesz jak jest mi ciężko, ledwie zdążę się poczuć ważna dla Ciebie schodzę na dalszy plan. Zmieniasz się wtedy i pędzisz jak najszybciej do niej. Powiedziałeś kiedyś, że jeśli kiedyś będziemy razem to na pewno nie będzie to szybko, ale czy ja wytrzymam tyle w świadomości że wciąż jesteś z nią i mimo wszystko uważając że to ją kochasz a ja, ja to tylko przypadek, epizod w życiu, rozrywka, oderwanie od codzienności i może po prostu dobrze Ci ze mną w łóżku nic więcej.
Na razie się z tym godzę chodź z każdym dniem jest mi coraz trudniej i wiem że w którymś momencie powiem dość i każę Ci wybrać. Wiem co wybierzesz i mam tego świadomość, ale wolę być sama niż tkwić w czymś co mnie niszczy od środka bo to do niczego dobrego nie doprowadzi.